Shopping Cart

Brak produktów w koszyku.

About Us

Lost in Asturias

  • Sierpień 19, 2019

Jeśli zastanawiacie się jak wygląda raj, nie trzeba już szukać dalej. Wystarczy wyprawa do Asturii – nadal mało znanego regionu północnej Hiszpanii leżącego między Kantabrią i Galicją. A jeżeli zastanawiacie się czy w kolejną wyprawę ruszyć w góry czy nad ocean – tutaj też z pomocą przychodzi Asturia. Ocean ze swoim klifowym wybrzeżem skrywa niezliczoną ilość osłoniętych od wiatru zatok idealnie nadających się do surfingu, a zaledwie 25 km od Atlantyku docieramy do Picos de Europa – najwyższego pasma w Górach Kantabryjskich (najwyższym szczytem Picos de Europa jest Torre de Cerredo, który sięga 2648 m n.p.m.). Według legendy nazwę tym górom nadali żeglarze powracający z dalekich podróży do domu. Strzeliste, ośnieżone szczyty były dla nich zwiastunem rodzinnych stron.

I tutaj wchodzimy na scenę my! Kiedy myślę o europejskim road tripie, Asturia za każdym razem trafia na pierwsze miejsce podium. Nie inaczej stało się na początku lipca, kiedy razem z Markiem Ogniem zaplanowaliśmy tygodniową wyprawę nad ocean. Z pomocą przyszedł nam JEEP Polska, który zaproponował nam na ten okres test modelu Compass, a w mobilny dach nad głową (dosłownie, bo namiot podróżował z nami na dachu samochodu) zaopatrzyła nas firma iKamper Polska. Pianki i deski idealne na letni mini swell dostaliśmy od firmy Olaian.

Finalny skład ekipy zmieniał się kilka razy (nie sypiąc nazwiskami, Wojtek i Przemek mają czego żałować), a ostatecznie 3-osobowy skład uzupełnił nasz filmowiec Wawrzyniec. Tydzień przed wyprawą spotkaliśmy się pierwszy raz w życiu, żeby porozmawiać o zupełnie innym projekcie, a już chwilę później ruszaliśmy razem w kierunku oceanu. 

Wawrzyniec w Picos

Oczywiście nie obyło się bez niewielkich zmian planu podróży – Marek dostał zaproszenie na górskie biegi w austriackiem Bad Gastein (rok wcześniej nasze plany wyjazdowe na Islandię pokrzyżowała nam wyprawa Andrzeja Bargiela na K2), ale wykorzystaliśmy to, żeby zrobić mały objazd przez Alpy i złapać Marka po drodze. My nadrobiliśmy trochę drogi, Marek nadrobił wysyłając nam lokalizację jednego z najpięknieszych wodospadów w Alpach.

Zaraz po skończonym maratonie, po przebiegnięciu kilkudziesięciu kilometrów w 30-stopniowym upale, o 1 w nocy byliśmy gotowi ruszyć dalej. Jak się można domyślić, jeden z pasażerów odpłynął w głęboki sen. 

Bad Gastein

Nad ocean, w okolice francuskiego Bordeaux, dotarliśmy jakieś 18 godzin później, akurat kiedy przyszło załamanie pogody. Nie przyniosło fal, za to w nocy szalejąca w okolicy burza mocno, ale też tylko bardzo chwilowo, zachwiała nasze poczucie bezpieczeństwa w dachowym namiocie.

Nie ma fal
Francja elegancja
Camp vibes w deszczu

Brak fal, słaba pogoda, droga i zupełnie pozbawiona smaku kawa od razu wygoniły nas do Hiszpanii. Okazało się, że był to strzał w dziesiątke. Od razu po przejechaniu granicy rozpogodziło się, a w baskijskim Zarautz zaliczyliśmy jedną z najlepszych surf sesji tego wyjazdu. Cel jednak pozostawał ten sam – europejski raj, czyli Asturia, tak więc ciągle przemieszczaliśmy się na zachód. Po drodze nie mogliśmy odpuścić sobie kilku przystanków w graniczącej z Asturią Kantabrii. Tam Marek obudził się z letargu podróży i wyciągnął aparat zachwycony parkiem narodowym Dunas de Liencres.

Potem było tylko lepiej – trekking w górach Picos de Europa zakończony lodowatą kąpielą w górskim potoku, surfing na pograniczu Asturii i Kantabrii, jeszcze więcej surfingu, a po nim grilowanie ryb i odrobina czerwonego wina. I tak minął nam tydzień i trzeba było się zbierać w 24-godzinną podróż do domu. Na szczęście akurat jak znowu zgasły fale. Już niebawem krótki efekt filmowy z wyprawy, a w międzyczasie dokumentacja zdjęciowa Marka plus kilka zdjęć z drona.

Z góry nie było widać tej mgły
Marek foci
„Romantyczny” poranek bez budzika
Spot check
Selfie master

zdjęcia: Marek Ogień

Partner wyprawy: JEEP Polska

Podziękowania dla: iKamaper Polska / Olaian / Decathlon Polska

Szukajcie nas na https://www.instagram.com/lostatsea_project/