‘Planowaliśmy pisać co miesiąc jednak tutejszy bardzo gorący klimat rozleniwia, więc z kilkutygodniowym opóźnieniem kolejna garść informacji o naszej przygodzie surfirngowej w Centralnej Ameryce.
Po czterach tygodniach na południu pięknej Nikaragui wyruszyliśmy w kierunku północym. Po zwiedzeniu kilku kolonialnych miast dojechaliśmy do ECO Lodge Coco Loco zlokalizowanego na samej północy Nikaragui na plaży od strony Pacyfiku w miejscowości El Manzano Uno. Dookoła kempingu nie ma nic oprócz kilku domów i szkoły, wiec nie ma co liczyc na jakiekolwiec życie nocne. Można wypić piwko z właścicielem i innymi zapalonymi surferami. Spot ten bardziej bym polecił doświadczonym surferom, a już na pewno nie komuś, kto chce zaczynać przygodę z surfingiem. Deskę można wypożyczyć u właściciela. W tej chwili są jedynie krótkie deski, ale w miarę jak kemping się rozkręci, ma być szerszy wybór. Spot ten to lewy i prawy beach break z piaskiem na dnie.
Po krtókim pobycie w El Coco loco nabraliśmy ochotę inny na kraj, wybraliśmy się więc do Salvadoru gdzie przed byle sklepem stoi strażnik z wielkim karabinem, a krowy na drodze hasają sobie jak po łące. Większość spotów surfingowych występuje w zachodniej części kraju – La Libertad wraz ze słynną na całym świecie falą Punta Rocka.
Naszym miejsce docelowym była miejscowość El Tunco, zlokalizowana 15 mniut na zachód od La Libertad. W El Tunco prawie wszyscy mieszkańcy surfują i żyją dzięki falom. Znajdują się tutaj dwa spoty – jeden to beach break, a drugi to point break: El Sunzal. Beach break ma na dnie piasek i kamienie, fale załamują sie w lewo i prawo, długość jazdy to około 50 – 100 metrów. Pływają tutaj przede wszystkim zaczynający przygodę z falami oraz młodzi lokalesi którzy ćwiczą przeróżne triki. Point break zlokalizowany jest jakieś 10-15 minut wiosłowania od brzegu z bardzo silnym prądem i ostrymi kamieniami przy wejsciu do wody. Po dopłynięciu do line up zdałem sobie sprawę żę fale są o wiele większe niż to wygłądało z brzegu. Z reguły mają one 2 metry, przy czym są bardzo grube i dosyć wolne , dzięki temu fala jest bardzo przyjemna dla mniej zawansowanych surferów i jest bardzo smacznym kąskiem dla długich desek. El Sunzal to righthand point break, gdzie można surfować około 200 metrów.
W El Tunco spotkaliśmy się z tropikalną burzą: Agatha, która dała nam się bardzo we znaki. Padało i padało przez 7 dni 24 godziny na dobe i nie było widać końca. Zniechęciło nas to bardzo i zmobilizowało do wyjazdu z Salwadoru.
Salwador jest idealnym miejscem dla doświadczonych surferów, nie ma tutaj za dużo spotów dla początkujących, którzy potrafią już łapać białe fale i chcieli by zacząć przygode z zieloną. Warto również dodać, że dominują tutaj plaże powulkaniczne. Piasek jest czarno-kryształowy i generalnie o przyjemnym plażowaniu można zapomnieć.
Kolejnym celem była Gwatemala gdzie odwiedziliśmy wiele miejsc niezwiązanych jednak z surfingiem, informacje na ten temat znadziecie na www.polscysurferzy.blogspot.com. W planach był również surfing w Gwatemali. Gwatemalczycy jednak organizują wyjazdy na surfing do Salwadoru ponieważ fale są tam znacznie lepsze, w związku z tym postanowiliśmy zachaczyć o Meksyk i sprawdzić jaka panuje tam atmosfera w ciągu mistrzostw świata w piłce nożnej.
W Meksyku wylądowaliśmy u Marcina w Puerto Escondido. Marcin jest właścicielem domu z pokojami do wynajęcia oraz prowadzi szkołę surfingową na La Puncie (red. www.surf-mex.com) .
W Puerto Escondido znajdują trzy spoty: Zicatela, La Punta oraz Carizalillo. Zicatela to tak zwany Mexican Pipline, fala słynna na całym świecie, która przyciąga zawodowców. Odbywają się tutaj m.in. zawody pod tytyłem big wave surfing (kilkunastometrowe fale). Zicatela jest beach breakiem, kiedy fala osiąga ok 2 metrów staję się bardzo niebezpieczna i dedykowana tylko dla ekspertów. W maju tego roku zginął tam doświadczony śmiałek, można znaleść również kilka innych krzyżów przy plaży z nazwiskami tych, którzy na zawsze zostaną na Zicateli. My nie ryzykowaliśmy i nie zmierzyliśmy się z tą falą. Pływaliśmy za to na La Puncie i na Carizalillo.
La Punta to right- handed point break . Fale łapie się bardzo blisko skał i potem śmiga bardzo długo w prawo. Panuje tutaj spora rywalizacja jak to na point breaku, więc przy dużych falach trzeba albo być dosyć dobrym i szybkim w łapaniu fal, albo stanąć troche dalej i liczyć na to, że nikt nie złapie fali przed tobą. My surfowaliśmy tam kiedy były małe fale, które są bardzo dobre dla początkujących i średniozawansowanych. Spot warty polecenia, długa jazda i można zaliczyć beczke (barrel).
Carizalillo to beach break z piaskiem i skałami oraz bardzo małą przyjemną plażą. Dużo tutaj tych którzy dopiero zaczynają swoją przygodę z surfingiem.
W Meksyku postanowiłem kupić deskę, znacznie bardziej opłaca się podróżowanie ze swoją niż wypożyczanie za ok. 10 – 15 dolarów na dzień, a w Kostaryce nawet i 18. Ponieważ nie mogłem znaleść nic odpowiedniego z drugiej ręki postanowiłem odwiedzić localnego producenta Odiego mieszkającego na La Puncie. Ody oprowadził mnie po swoim małym zakładzie oraz nawrzucał dużo wiedzy na temat produkcji deski. Można zamówić sobie deskę według własnego życzenia, trwa to jednak ok. 5 dni. Znając jednak meksykańskie wyluzowanie i podejście do życia postanowiłem kupić istniejącą bardzo ładną zieloną rybę (fish board) o długości 6”2, która kosztowała mnie 400 USD z torbą(około 80 dolarów drożej niż używana). Bardzo miło było poznać Odiego i sposób w jaki ta deska została wykonana.
Puerto Escondido to miłe miasteczko, w szczególności podobała nam się La Punta, postanowiliśmy jednak udać się do bardziej dzikiego, odizolowanego od świata miejsca o nazwie Chacahua.
Po przejechaniu 60 km na północ od Puerto Escondido trzeba się przesiąść na łódkę, ponieważ droga wodna to jedyna droga jaką można się tam dostać. Na drodze lądowej przed przesiadką na łodkę zatrzymała nas policja i przeprowadziła dokładną kontrolę naszego bagażu w poszukiwaniu narkotyków. Środowisko surferów podejrzewane jest przez lokalną policję o palenie marihuany.
Na Chacachule panuje totalny spokój, wszędzie dyndajace hamaki i same cabanias oraz kilometry piaszczystej plaży. Cabania to domek z bambusa bez okien i w większości bez siatek przeciwko komarom. Fala na Chacachule to point break z piaskiem na dnie, right handed. Trafiliśmy na bardzo dobre warunki, przez 2 dni były duże, grube fale, a pozostałe dwa – piękne beczki (barrel). Plaża jest bardzo dzika i długa więc na pewno moża tutaj znaleść też beach breaka. Ze względu na położenia tego spotu ludzi jest tutaj bardzo mało. O godzinie 7 rano, co nie jest wcześnie na surferski tryb życia, naliczyłem 4 ludzi razem ze mną w wodzie. Trzech z nich łapało niezłe beczki a jeden podziwiał z bardzo bliska
. Miejmy jednak nadzieje że na każdego przyjdzie pora.
Miejsce do spania (cabanias) przy samej plaży jest bardzo tanie, niestety jedzenie w barach nie. W dodatku gotować nie było gdzie. Wszyskie bary posiadają to same menu, do wyboru są jedynie krewetki po diabelsku lub z czosnkiem albo ryba po diabeslku lub z czosnkime. Wszystko to serwowane jest z rozgotowanym ryżem. Ryż jest fatalny, krewetki jednak bardzo duże i bardzo smaczne. Ponieważ nie mieliśmy za dużo gotówki przy sobie a o bankomacie można było pomarzyć, musieliśmy wracać do cywilizacji.
Naszym ostatnim mejscem w Meksyku była miejscowość Barra De La Cruz, która zlokalizowana jest w Parku Narodowym i aby wejść na plażę trzeba codziennie płacić 2 dolary. Spot ten jest również odizolowany od świata, jednak da się dojechać samochodzem, a co za tym idzie jest sporo ludzi w wodzie. Miejsce do spania m.in. Cabanie są oddalone jakięś 30 minut spacerem pośród dzikiej przyrody od fali. Barra De La Cruz to kolejny point break right- handed, fala załamuje się bardzo blisko skał i trzeba mieć cojones grandes aby ustawić się w najlepszym miejscu.
Dodam jeszcze że odkąd mam deskę, podróżowanie stało się bardziej problematyczne i stresujące bo jak wiadomo własna deska to prawie jak dziewczyna. W rejonach gdzie jest surfing każdy taksówkasz i autobusiarz wie jak się obchodzić z deska i wie że to delikatny przedmiot. Niestety w głebi kraju niekótrzy myśleli że w torbie kryją się kije do golfa i rózne inne rzeczy, a już na pewno nikt nie pomyślał że to możę być fragile (delikatne).
Z Meksyku wyruszyliśmy w podróż powrotną w kierunki Kostaryki, zwiedzając kilka miejsc w Chiapas, Gwatemali i Hondurasie.
Do usłyszenia za kilka tygodni
’


