SURFING — 23 lutego 2010

Zapraszamy na drugą część naszej serii Janek Korycki i Łukasz Koński doin’ Cabo Verde, czyli dzisiaj Janek Korycki i jego relacja z wyprawy, a już wkrótce materiał video.

„Miesiąc na Cabo brzmiał naprawdę obiecujaco. Codziennie 30 stopni, fale, wiatr od rana do wieczora na wodzie! Miałem duzo szczęscia z falami, wraz z Lukaszem K. codziennie znajdowalismy nową miejscówkę aby samemu pływac na naprawdę niezłych falach.

Na Poncie ,głównym spocie na Cabo nie było nigdy więcej niz 10 osób, lecz pływanie samemu to zupelnie inna bajka. Teraz z powrotem w Portugalii gdy patrzę na wodę i widzę 100 osób chce mi sie płakac..

Fale na Cabo sa naprawdę niesamowite. Pamietam w poprzednich latach jak waliły mi sie na glowę, lodowania na skałach i same problemy, w tym roku nasze skillsy w surfingu były o niebo większe więc bylismy w stanie łapac więcej fal oraz robic grubsze manerwy.

Gdy są dobre warunki na Poncie ta fala sama prosi sie o płynięcie w tubie, było to moje postanowienie na ten wyjazd… bez tuby nie wracam.

Ze względu na naprawdę duzy swell z NW fale łamaly sie na całym zachodnim oraz południowym wybrzezu. Na południu swell zawijał się dookoła brzegu tworząc naprawdę piekną długą tubę łamiacą się wzdłuz brzegu o piaszczyste dno. Ideał, wymarzone warunki na próby tuberidingu bez bardzo bolesnych gleb..

Brak skał zdecydowanie podnosi poziom konfidencji podczas brania co drugiej fali na glowę. Podczas wyjazdu mielismy 2 większe swelle, pierwszy z wiatrem drugi bez.

Udało nam sie zaliczyc naprawdę WIELKI dzien na połnocnej plazy. Na wodzie była tylko nasza ekipa : Ja Koniu Bober Smoki oraz Maciej Lojnick. Do tego po jakims czasie wytropił nas Josh Angulo wraz z kolegą Kaiem Bargerem. „chłopaki” jezdzili całkiem niezle.. Pomagali nam równiez podczas akcji ratunkowej Smokiego. Oczywiscie Big Up dla naszego Rescue Teamu (Ewuncia oraz Monika)

Podczas drugiego wielkiego swellu pływalismy na Poncie, Dzien naprawdę niezły byłoby swietnie gdyby nie fakt iz Team Fone’a wielka banda składająca sie z dobrych riderów jak Mitu czy Etienne Lhote oraz takich co tam za bardzo nie pasowali i robili tylko tłok. Ja oraz Koniu nie do konca specialnie podkradalismy im co lepsze fale, atmosfera zrobiła sie naprawdę napięta gdyz ekipa miała 3 kamerzystow w wodzie oraz na brzegu i zdecydowanie nie podobało im sie to iz Polaczki psują im kadr. Sesja skonczyła sie poplątanymi latawcami w wodzie oraz aferą. Na szczescie Josh był na miejscu ze skuterem wszystko byloby super gdyby dociągajac mnie do brzegu nie powiedział… „I think u’re done for today.”

Pomiędzy dniami z 6 metrowymi falami katowalismy 2-3 metrowki na surfie całe dnie. Był jeden dzien gdzie były duze z totalnym „lustrem” pamiętam ze siedzielismy na wodzie 4h.. w ciszy.

Na tym wyjezdzie poszedł gruby postęp. Wpierw tuba na kicie, moze nie była jakas super głęboka ale na pewno niesamowite uczucie. Wiem ze to nic gdyz Mitu potrafi byc przykryty na chwilę nawet 3 razy podczas jednej fali..

Najwazniejsze ze zrozumialem w jakiej pozycji się ustawic aby byc tam gdzie trzeba i jeszcze dac radę z tego wyjechac.. Nie mogłem sie doczekac ładnego dnia na surfie aby spróbowac złapac tubę.

Miałem 2 okazje, jeden naprawdę duzy dzien na południowej stronie łamiący sie o piasek, oraz mały dzien na poncie z delikatnym wiatrem off shore. Obie fale były idealne naprawde piekne, szkoda ze na którejs z koleii przykrywce skonczyłem wraz z moją ulubioną deską na skalach robiac w jej krawedzi dziure. Coz jak sie nie przerwócisz to sie nie nauczysz, na surfingu aby wyjechac z tuby trzeba pięknie przewidziec gdzie sie złamie wyczekac i po prostu przez to przeleciec. Mam nadzieję ze bedę miał wkrótce okazję na nastepną próbę, szczególnie patrząc na prognozę pogody na Portugalię..”

tekst: Janek Korycki



Zobacz również

Podziel się

About Author