Pasek
SURFING — 08 stycznia 2010

Zapraszamy na wywiad z Łukaszem Końskim. „Koniu”, bo tak na niego niektórzy wołają, to zapalony poszukiwacz fal na Bałtyku, który spróbował już chyba wszystkich sportów wodnych. Jeśli słyszeliście o szkole Board and Kite czy imprezie Water Games, szłyszeliście z pewnością i o nim. Zawsze w czołówce surferów w zawodach Polish Surfing Challenge. W lecie najczęściej można go spotkać na Helu, a ostanio coraz częściej szlifuje triki w Republice Zielonego Przylądka.



red.: No to zaczynamy. Ile masz lat?

ŁK: 27

red.: Gdzie najczęściej można Cię spotkać?

ŁK: W sezonie letnim camp Małe Morze (Wszystko) na płw helskim w mojej bazie Board&Kite, gdzie w zależności od warunków pływam na kajcie, wake’u i jak tylko pojawią się piękne Bałtyckie fale rzucam wszystko i biegnę na surfing.
Poza sezonem pomagam w Board Sport przy sprzedaży sprzętu i kilka razy w roku wyrywam się na kite i surfing. Ostatnio moją ublubioną miejscówką jest wyspa Sal na Cabo Verde.

red.: Ci, którzy Cię znają, widzieli Cię jak surfujesz,
wakeboardujesz, pływasz na kite i windsurfingu. Czy coś jeszcze
pomineliśmy?

Ł.K: Ostatnio coraz rzadziej jeżdżę na snowboardzie i snowkajcie bo brakuje mi czasu i każdy wolny tydzień wolę przeznaczyć na wyjazd w ciepły klimat na kite’a i surfing.

red.: Opowiedz nam więcej jak zaczęła się Twoja przygoda z tymi
dyscyplinami i kiedy przyszedł czas na surfing?

Ł.K: Wszystko zaczęło się od windsurfingu na którym postawił mnie tata, zapisał mnie na pierwszy, historyczny obóz windsurfingowy w legendarnej szkole Fun Wind, z którą później pojechałem również na snowboard. Łącznie przez ponad 10 lat startowałem w zawodach race w mistrzostawach Polski, Europy i Świata jednocześnie trenując i wyjeżdżając również na wiele wyjazdów wave, który zawsze był moją ulubioną konkurencją. W międzyczasie na kilku różnych wyjazdach: Dania, Teneryfa, RPA próbowałem łapać pierwsze fale na bicu Malibu W 2000roku, kiedy spróbowałem kajta bardzo szybko przerzuciłem się całkowicie na latawce, z czasem również zacząłem trenować i startować w zawodach. Od 3 lat na kajta jeżdżę tylko tam, gdzie są fale, żeby w bezwietrzne dni rozwijać się na surfingu.

red.: Na jakich deskach pływasz?

ŁK: Do tej pory był to Oxbow fish 6’0 ale w listopadzie dogadaliśmy się z Maćkiem Krystosiakiem z Rusty Polska na sposnoring i czekam teraz na shortboarda Rusty GTR 6’2

red.: Jak wygląda u nas sprawa sponsoringu w surfingu z Twojego punktu widzenia? Łatwo jest znaleźć sponsora?

ŁK: Na to pytanie będę mół odpowiedzieć za 5 lat, na razie wszystko się zaczyna, razem z Maćkiem tworzymy pierwszy polski team surfingowy Rusty.
Trzecia edycja zawodów Polish Surfing Challenge przyciągnęła w ostatnim roku jeszcze więcej sponsorów i powoli surfingowa „machina” się rozkręca.
Mówiąc krótko surfingowy boom, a co za tym idzie reklamy, sponsoring, więcej zawodów, to wszystko jeszcze dopiero przed nami…

red.: Jesteś również jednym z tych nielicznych, którzy próbują SUPa? Skąd pomysł?

ŁK: Spróbowałem kilka razy w tym roku w sezonie i raczej mówię stanowcze nie.
Dopóki nie mam żadnych ograniczeń zdrowotnych i mogę wbić się na fale wiosłując normalnie rękami i pływać na małej, radykalnej desce, to zdecydowanie zostaję przy surfingu.

red.: Janek Korycki w swoim wywiadzie, wspominał, że jesteś zapalonym
poszukiwaczem fal na Bałtyku. Opowiedz nam jak to jest z surfingiem
nad naszym morzem.

ŁK: Może nie przejechałem jeszcze całego wybrzeża ale z tego, co się orientuję to najlepsze miejscówki to „Rurociąg” przy porcie we Władysławowie, obydwie strony portu w Ustce i mielizna na wysokości campingu Solar na płw. helskim.
Oczywiście nie mamy fal codziennie, bo na Bałtyku nie ma swellu i jak przechodzi sztorm, to fale kończą się niemal „w oczach” z dnia na dzień. Na swoim koncie mam jednak 3-4dni, które spokojnie mogę porównać do tych spędzonych na Sal, czy w Portugalii.
Przede wszystkim cieszmy się, póki możemy, że spoty nie są zatłoczone, bo myślę, że ludzi zacznie przybywać i oby bałtyckich sztormów również było więcej z sezonu na sezon, to będzie pięknie.

red.: Co roku bierzesz udział z zawodach Polish Surfing Challenge. Jak
podoba Ci się forma zawodów?

ŁK: Kiedy 3 lata temu usłyszałem, że w Polsce odbędą się pierwsze zawody surf, pomyślałem, że z moim skromnym doświadczeniem mógłbym spróbować, a przede wszystkim byłem mega podjarany, że impreza surf odbędzie się w Polsce.
Po tej przezajawkowej imprezie, stwierdziłem, że najwyższa pora zacząć surfować trochę częściej i tak się stało. Pomimo, że od razu po imprezie sugerowałem, żeby następna była na prognozę, to główny organizator „Kijek” stanowczo powtarzał: „ostatni weekend sierpnia jest ok, jest duża szansa na fale, większe mniejsze, na pewno będą”. Z takim optymistycznym nastawieniem 3 lata pod rząd udało się rozegrać PSC, choć w ostatnim sezonie z falą było jednak najgorzej i niemal cudem udało się rozegrać finały. Z pewnością zawody mają super klimat i przede wszystkim potwierdzają, że w Polsce można surfować. Plotka głosi, że w przyszłym roku jednak będą zawody „na telefon” dzięki czemu przy na prawdę dobrej prognozie i dobrych falach będziemy w stanie startować na shortboardach. W tym miejscu pragnę wyrazić wielkie uznania „Kijkowi” i Maćkowi Krystosiakowi za zapał, determinację i wielką promocję polskiego surfingu.

red.: Przenieśmy się poza granice naszego kraju. W tym roku zaliczyłeś Portugalię i Cabo Verde. Gdzie jeszcze pływałeś w 2009?

ŁK: Jak to gdzie, w Polsce! Niestety przegapiłem 2-3 bardzo dobre dni, które niestety były w trakcie weekendów, kiedy to jestem mocno zapracowany w mojej szkole na Małym Morzu. Jednak zaliczyłem kilka pięknych fal pod portem we Władku i na Solarze. Jeśli chodz o zagraniczne wyjazdy, to wiesz o wszystkim ;)
Sal (CV) zaliczyłem zeszłej zimy 2 razy. Jest to super miejsce ze względu na klimat jaki tam panuje! Ciepło cały rok, niemal puste spoty, bardzo przyjaźni localesi, jakich nie spotkałem dotąd nigdzie na świecie, spora różnorodność fal: od małych, długich falek na, longboard/fisha, przez szybkie tuby, po wysokie double overhead, większość prawych ale są i lewe, to wszystko na odcinku zaledwie 20km.
W Portugalii typowo na surfingu byłem pierwszy raz. To było niesamowite widzieć lekko setkę osób surfujących na jednym spocie. Szok, ile tam osób surfuje!
Powiedzmy, że mają bardzo dużo spotów i zawsze można próbować znaleźć luźniejsze miejsce ale wymaga to czasem trochę czasu. Generalnie super klimat surfowy choć trzeba mieć dużo cierpliwości, bardzo szybko się ogarniać i czasem trochę rozpychać, żeby wbić się na falę. Marzę o wyjazdach w nowe miejsca, może w tym roku…

red.: Najlepszy do tej pory wyjazd na surfing?

ŁK: Jeszcze takiego nie było :D , ten na którym zaliczę sesję przy zachodzie słońca z 2-3 bliskimi ziomkami i pojadę falę na min 5 off the lipów.

red.: Jakieś kontuzje?

ŁK: Szczęśliwie nie, tylko poprzycierane plecy i nogi ale przecież to normalka.

red.:Z tego co wiemy, ostatnio trochę powiększyła Ci się rodzina.
Myślisz, że ten fakt zmieni częstotliwość Twojego przebywania na
desce?

ŁK: Przed „tą” decyzją dużo rozmawialiśmy o tym z moją Ewą i dogadywaliśmy się zawsze w 100%. Dziecko, nawet to malutkie nie przewróci naszego życia o 180stopni, dalej będziemy wyjeżdżać zarówno blisko i daleko. Niezmiennym ograniczeniem jest raczej czas (praca) i fundusze. Nasze podejście jest takie, żeby nie kupować gadżetów i nie rozbijać się po knajpach, tylko większość oszczędności przeznaczać na wyjazdy, które nie tracą na wartości i których nikt nam „nie zabierze”.
Hania tego nie zmieni, co nie znaczy, że będzie miała tylko „lalki po mamie”. Jak na razie widzę większe problemy z pójściem do kina niż z wyjazdem za granicę.

red.: Plany na 2010 rok?

ŁK: Za kilka dni lecimy całą familią na 1,5 mies na Cabo Verde, bo przecież każdy wózek ma parasolkę, a parawan plażowy (dla małej) można kupić w Polsce nawet zimą;)
Na wiosnę planujemy surf trip z Maćkiem od Rusty, a już w połowie maja przenoszę się na Półwysep, gdzie mam nadzieję zaliczyć trochę więcej sesji niż w zeszłym roku.
Pod koniec sezonu, po zamknięciu bazy planujemy uderzyć na 2-3busy na miesięczny trip po Europie, a później chętnie wybrałbym się w końcu sprawdzić Madeire, bo tamtejsze (puste) fale i widoki prezentują się niesamowicie.

red.: Powiedz nam na zakończenie, co robisz, kiedy nie pływasz.

ŁK: W sezonie pracuję w mojej szkole kitesurifngu, a poza sezonem w firmie Board Sport w Pruszkowie, gdzie zajmuje się sprzedażą sprzętu WS i KS.

red.: Dzieki wielkie za poświęcenie czasu dla czytelników surfmag.pl. Kilka słów na zakończenie…?

ŁK: Próbujcie surfingu, bądźcie wytrwali, ewentualnie rezygnujcie dopiero po zaliczeniu pierwszego mega długiego przejazdu, bo wtedy dopiero poczujecie o co chodzi.
Jeśli macie dylemat jaką deskę kupić, to wybierzcie tą większą. Mówcie wszystkim, że w Polsce da się surfować, ok nie za często ale naprawdę można zaliczyć piękne sesje!





Zobacz również

Podziel się

About Author