
Maćka prawdopodobnie nie musimy nikomu przedstawiać. Jest to jedna z najbardziej aktywnych osób na polskiej scenie surfingowej. Współzałożyciel Polskiego Stowarzyszenia Surfingu oraz organizator polskich mistrzostw w surfingu – Polish Surfing Challenge. Jeśli słyszeliście o Surfround.com, Surfrider Foundation, Rusty Rumble in da Hel czy Surfboards.pl, słyszeliście z pewnością i o nim. Zapraszamy dziś na wywiad z panem Maćkiem.
red. Na początek kilka słów o sobie:
MK: Aloha wszystkim
Mogę o sobie powiedzieć urodzony w mieście wychowany nad oceanem
red. Zanim porozmawiamy o tym, jak zaczęła się Twoja przygoda z
surfingiem, opowiedz nam więcej o tegorocznej edycji zawodów Polish
Surfing Challenge z punktu widzenia organizatora:
MK: To było duże przedsięwzięcie i przygotowania rozpoczęliśmy już w maju, od rozmów ze sponsorami. Nie było łatwo, ale później okazało się, że zainteresowanie jest ogromne, dzięki obecności aż 3 dyscyplin i wielkiemu, odjazdowemu koncertowi w Beach Barze na Solarze. W organizację zawodów zaangażowanych było wiele osób, wszyscy chcieliśmy zachęcić jak największą grupę do poznania surfingu – i to nam się udało.
Ja w tym roku z oczywistych względów zrezygnowałem z udziału dzięki czemu mogłem wreszcie zobaczyć wszystkich w akcji.
Biorąc pod uwagę liczbę osób, która odwiedziła tegoroczną edycję PSC a także rosnącą z roku na rok listę startową można śmiało powiedzieć, że surfing w Polsce idzie w dobrym kierunku.
red. W przyszłym roku kolejna edycja?
MK: Co do kolejnej edycji zawodów – na pewno tak. Wiemy, że tegoroczni uczestnicy już zaczęli przygotowania, sezon na surfing trwa przecież cały rok. Będziemy też, wraz z PSS, promować surfing jak również organizować kolejne zawody i akcje pro bono. Tym bardziej, że sponsorzy są, co bardzo cieszy. Zapraszamy też dziewczyny, które w tym roku po raz pierwszy miały swój heat.
red. Jedni są zachwyceni z pomysłu robienia zawodów nad polskim morzem, inny twierdzą, że nie ma to sensu z powodu niepewnych warunków. Jak przekonać tych niedowiarków, że można surfować na Bałtyku?
MK: Jak to w kraju nad Wisłą, zawsze znajdą się narzekacze i niedowiarki, którzy zamiast cieszyć się, że udaje nam się rozwijać nowy, ciekawy temat złorzeczą na brak fal.
Ten rok pokazał wszystkim, że surfing zawitał do Polski na stałe i, pomimo średnich warunków do uprawiania surfingu w naszym kraju, wiemy już, że to możliwe. Właściwie co weekend można było spotkać ekipę z deskami i to nie czekającą na plaży ale łapiącą fale.
Warunki w Polsce są wystarczające do nauki surfingu. My sami, organizując w tym roku Rusty Rumble in da Hel, byliśmy w szoku ile osób zgłosiło się na szkolenie. Co ciekawe, wiele z tych osób miało już za sobą pierwsze kroki na deskach. Zupełnych nowicjuszy też było dużo i wcale nie przeszkadzała im temperatura wody. Wystarczy chcieć.
Dla mnie natomiast w surfingu najważniejszy jest fun i nie ważne, czy pływam na Fidżi czy w Chałupach
.
Wszystkich niedowiarków zapraszam w przyszłym roku do spróbowania.
red. Przejdźmy w takim razie do Twojej przygody z surfingiem. Kiedy i jak
to się wszystko rozpoczęło?
MK: Moja przygoda z surfingiem zaczęła się dość dawno bo 9 lat temu w Hiszpanii. Ale prawdziwy Surf Trip zaliczyłem dwa lata później spędzając osiem miesięcy na Pacyfiku. Pierwszą deskę kupiłem na Bondi Beach w Australii, mam ją do dziś i zamierzam zrobić z niej stół w salonie. Na wyspach miałem okazję pływać na światowej klasy spotach jak chociażby Sniper Rock w Surfer Paradise, czy jeden z moich ulubionych – Raglan w Nowej Zelandii. Później mieszkałem 5 lat we Francji, gdzie pływałem jak tylko były warunki. Czyli praktycznie codziennie.
red. Opowiedz nam więcej o swoich surf-podróżach. Najlepsze / najgorsze wspomnienia?
MK: Najwspanialszą życiową podróżą jaką na razie przeżyłem jest podróż po wyspach Pacyfiku – Nowej Zelandii, Fidżi, Australii czy Nowej Kaledonii. Z mapą w ręku jeździliśmy zaliczając wszystkie spoty po drodze, poznając wielu ciekawych ludzi. Wspaniałą przygodą było spełnienie mojego marzenia z dzieciństwa – w Nowej Kaledonii na La Roche Posey surfowaliśmy z delfinami, które są najlepszymi surferami świata, to było coś wspaniałego. Historii z Surf Tripów jest tyle, że nie jestem w stanie tego opisać, zawsze się przydarza coś ciekawego.
Jedną z bardziej mrożących krew sytuacji jaką przeżyłem był surfing w Signatoka Dunes na Fidżi. Nikt nas nie poinformował o tym, że podczas deszczu w ty miejscu nie wchodzi się do wody bo obok tego spotu jest odpływ rzeki i jest pełno rekinów w okolicy. Na szczęście skończyło się na strachu i śmiechu przy wieczornym rumie.
red. Twój ulubiony surf spot?
MK: Moją ulubioną miejscówką jest długa prawa fala w Laguna de Chacaua w słonecznym Meksyku. Jeśli chodzi o Europę to najlepiej pływa mi się w okolicach Hossegor i Peniche.
red. Na jakich deskach pływasz?
MK: Pływam najczęściej na krótkich deskach typu shortboard, ale również na longbordach, duży fun daje mi też fun board – typowa deska do nauki.
Mój quiver to: Rusty Piranha 6”2′ Light 6”8′ Santa Cruz 6”3′
red. Jakaś rada dla tych, którzy dopiero zaczynają, lub myślą o tym, żeby wybrać się pierwszy raz na surfing?
MK: Wielu ludzi oglądając surfing myśli, że to sport nie dla nich, a tymczasem surfingu może nauczyć się każdy, kto lubi wodę. Na nasze wyjazdy jeżdżą ludzie w różnym wieku, dziewczyny i chłopaki. Nie trzeba mieć wcale atletycznej budowy żeby zacząć. W Meksyku gdzie spędzamy zimę pływają zarówno dzieciaki, jak i dziadkowie.
Jednak, ponieważ jest to sport wymagający dużej wiedzy i techniki, warto na początek wziąć sobie profesjonalnego instruktora.
Ważne jest żeby podchodzić do oceanu z respektem, szanować localesów i oczywiście dobrze się przy tym bawić.
A jeśli bardzo chcecie kupić sobie deskę już po pierwszym kursie warto wybrać np. deskę typu mini malibu czy fun board, czyli długą (powyżej 7 stóp) i dość szeroką (21-22 cale). Najbardziej liczy się właśnie ten ostatni wymiar – ważne, żeby deska była stabilna.
Zanim wejdziecie do wody – obserwujcie ocean i lokalnych surferów, bo to oni najlepiej znają warunki na swoich spotach.
I dobrze mieć swoją własną piankę …
red. Jesteś jednym z tych nielicznych, którym udało się połączyć pasję z życiem zawodowym. Opowiedz nam jak to się stało i co obecnie robisz?
MK: Mam to szczęście, że surfingiem zajmuję się na co dzień i jest on częścią mojego życia.
Wszystko rozpoczęło się tak naprawdę od powrotu z podróży po Pacyfiku w roku 2004, nie mogłem odnaleźć się w rzeczywistości życia miejskiego, doskwierał mi brak oceanu.
Do stworzenia własnej firmy namówił mnie mój brat i pomógł stawiać pierwsze kroki. Chciałem i nadal chcę podzielić się z ludźmi tym wszystkim, co poznałem podczas swoich podróży, tym czym jest surfing i kultura życia z tym związana. Dlatego właśnie zaczęliśmy organizować wyjazdy i szkolenia surfingowe z Surfround.
Wielu uczestników, często wyrwanych prosto z za biurka, jest pozytywnie zaskoczonych tym jak bardzo surfing im się podoba i tym, że nie trzeba wiele żeby nauczyć się podstaw.
Z Surfround organizujemy szkolenia i imprezy do miejsc, które sam dobrze poznałem, w wielu z nich miałem okazję mieszkać jak chociażby Seignoisse, Puerto czy Sydney.
Korzystając ze swojego doświadczenia pomagam ludziom również w doborze sprzętu, dlatego min. zająłem się również dystrybucją sprzętu surfingowego. Nasz sklep jest pierwszym w Polsce sklepem surfingowym on-line.
Poza tym wszystkim staram się również jak najczęściej pływać bo tylko w wodzie potrafię odpoczywać najlepiej
red. Powiedz nam więcej o Twoim zaangażowaniu w organizację Surfrider
Foundation.
MK: Nie będę tu powtarzać frazesów – jak każdy powinien być odpowiedzialny za planetę, dbać o środowisko itd. Co roku spędzam dużo czasu nad oceanem i już napatrzyłem się na to, co po przypływie pojawia się na plaży. Te śmieci nie biorą się znikąd, tylko z naszych domów.
Surfrider stara się nie tylko uświadomić szerszemu gronu, że szkodzimy sami sobie, ale – co najważniejsze – aktywnie działa na rzecz poprawy stanu rzeczy. Takie programy jak Ocean Initiative czy Keepers of the Coast służą edukacji i zaangażowaniu społeczeństwa. W tym roku ponad 20 tyś osób uczestniczyło w sprzątaniu plaży.
Niestety nie w Polsce, chociaż na naszych rodzimych plażach nie brakuje śmieci. Mamy nadzieję, że dzięki naszym działaniom to się wreszcie zmieni. Być może organizacja o korzeniach surfingowych brzmi nad Bałtykiem egzotycznie, ale puszki po mielonce i butelki po piwie z pewnością nie. I nie trzeba mieszkać nad oceanem, żeby zrobić coś dobrego. Wystarczy oszczędzać wodę i energię, przesiąść się z samochodu na rower, nie wyrzucać śmieci gdzie popadnie, kupować towary w opakowaniach przetwarzalnych. Szklana butelka rozkłada się nawet 4 tys. lat, puszka po coli ok. 500.
Surfrider Foundation Europe i my jako reprezentanci w Polsce zbieramy podpisy pod petycją o stworzenie podstaw prawnych do ścigania wszystkich tych, którzy masowo zaśmiecają środowisko odpadami takimi jak plastik, puszki, czyli wszystkim tym, co każdy znaleźć może w swoim koszu na śmieci. Petycja zostanie przedstawiona Parlamentowi Europejskiemu. Możecie do nas dołączyć na http://spreadsheets.google.com/viewform?key=pQAxangMAo7AVpEADSUKeIA&hl=fr
red. Organizując wyjazdy surfingowe, co możesz powiedzieć o polskim surfingu. Czy zainteresowanie rośnie, czy jest to raczej stała grupa osób?
MK: Polski surfing wreszcie wyszedł z podziemi. Stało się tak dzięki wielu postaciom chociażby takim prekursorom jak Jurek Kijkowski, Marcin Jabłoński i wielu innych. Jest coraz więcej osób zaangażowanych, warto chociażby wspomnieć wielu znanych nam instruktorów windsurfingu, którzy w tym roku, już po pierwszym sezonie z deskami bez żagli, wzięli udział w zawodach. Są też ekipy kite’owe, które w Brazylii czy Maroku przerzucają się z latawców na surfing, czy też ludzie, którzy od lat są w temacie, a dotychczas nie było o nich głośno.
Nie bez znaczenia jest także działalność marek surfingowych promujących surfing w Polsce.
Biorąc pod uwagę ilość naszych wyjazdów i coraz większe grupy chętnych, myślę, że surfing rozwija się w dobrym kierunku. Świadczy o tym również fakt, że tylko w tym roku powstało kilka nowych firm promujących ten temat.
O rosnącym zainteresowaniu surfingiem świadczy też pojawienie się portali informacyjnych dedykowanych tylko tej dziedzinie.
red. Kto zasługuje na szczególną uwagę wśród polskich surferów? Z kim Tobie zdarza się popływać?
MK: Na pewno Janek Korycki, który jak na razie jest niepokonany w Polsce. Wiem, że jest wielu, którzy nie ustępują mu poziomem, jak chociażby Łukasz Koński, Jurek Kijkowski czy Łukasz Bromski i myślę, że ta lista jest dłuższa. Jest też kilka osób, które nie mogły pojawić się na zawodach lub czekają na odpowiedni moment. Najczęściej zdarza mi się pływać z kursantami
ale równie często z Japkiem i Jurkiem w Meksyku. A chętnie popływałbym z Andrzejem Łąka
red. Najbliższe plany?
MK: Surfing w Puerto w sezonie zimowym
a już w sobotę Portugalia i Baleal
red. Życzymy powodzenia. Na koniec kilka słów od Ciebie…
MK: Dzięki i pozdrawiam
Pamiętajcie „Don’t destory what you come to enjoy”
keep on surfing













Zima w Hossegor
Kocham Hossegor!!!
Praca w sklepie EASY Surf / Snow Shop. - Poznań
Ya